niedziela, 4 stycznia 2015

Sex, Drugs & Rock'N'Roll: I Can't Stand It

Perry zostawia to bez komentarza


6. I Can't Stand It

            - A...Axl? - wybąknęła, widząc rudzielca pieprzącego się z jakąś brunetką w wannie. On tylko odwrócił się i spojrzał na nią z niedowierzaniem zmieszanym ze wściekłością. Debbie nie była w stanie powiedzieć nic. Kompletnie nic. Zatkało ją. Axl wyszedł z wanny, owinął się ręcznikiem w biodrach, podszedł do niej i spojrzał na nią groźnie.

- Co ty tu kurwa robisz?! - zaczął się wydzierać, a Deb poczuła, że oblewa się rumieńcem i zapada w sobie.

- No, tego... Mieszkam tu - odpowiedziała cicho, ale po chwili zebrała się na odwagę i wyprostowała się. - A ty też czego tu szukasz? O ile sobie przypominam twoje zakwaterowanie jest daleko stąd. I wrzuć na luz, szajbusie.

- Jak ty mnie nazwałaś?! - wykrzyknął, a właściwie ryknął Axl, patrząc na dziewczynę z nienawiścią w oczach. Debbie nagle przypomniała sobie to wszystko, o czym mówiła jej Dylan. Sebastian nazwał go nawet psychopatą. O, kurwa, Adler, pomyślała, bojąc się poruszyć. Teraz to ładnie sobie dojebałaś. Nie wiesz, kiedy się zamknąć? Rudy stał nad nią i dosłownie się gotował. Steven będzie wkurwiony.

- Ty mała suko, więcej nie waż się tak do mnie odezwać! - Uniósł rękę i przywalił z pięści prosto w policzek dziewczyny. Nawet się nie zawahał. Debbie poczuła jak ognisty ból promieniuje jej na całą twarz i szyję, jednak nie przewróciła się. Złapała się za bolące miejsce, spojrzała w oczy Axla, a po policzkach zaczęły spływać jej łzy. Bólu, złości i bezsilności. Chłopak jak gdyby nigdy nic powtórzył swoją czynność. Blondynka myślała, że odpadnie jej głowa od mocy uderzenia. Debbie nie zdołała już zachować równowagi i upadła na ziemię.

- Nie bij jej! - Blondynka usłyszała słodki damski głosik dochodzący z wanny. Jednak tak szumiało jej w uszach, że reszta słów zlała się w jakiś niezrozumiały dla człowieka bełkot. 

- A ty kurwa zamknij się, bo skończysz jak ona - syknął wkurwiony Axl i chyba nie wiedząc co ze sobą zrobić, kopnął blondynkę porządnie w brzuch. Kurwa! Co jest?!, chciała wydrzeć się Debbie, ale jedynym co wydobyło się z jej ust był ni to pisk ni to syk bólu. Kątem oka widziała szyderczy uśmieszek na twarzy Axla. Po chwili jednak do widoku dołączyły się zgrabne nogi. Debbie jak w jakiejś czarnej komedii widziała jak wysoka brunetka wydostaje się z wanny, bierze lustro ze ściany i parę razy wali nim ostro rudego w głowę. Ten upadł na ziemię i wydarł się ponownie, wyzywając ją od kurew. Dziewczyna szybko złapała Debbie za rękę i pomogła wstać. Obydwie wybiegły z łazienki najszybciej jak potrafiły. Zeskoczyły ze schodów, a brunetka wepchnęła blondynkę do pokoju Sebastiana i zatrzasnęła za sobą drzwi. Chwilę stały w bezruchu, nasłuchując jakichkolwiek odgłosów krzątaniny po drugiej stronie, ale nic takiego się nie działo. W końcu Debbie usiadła ciężko na łóżku. 

- Dziękuję... - powiedziała, sapiąc i nadal trzymając się za policzek. Spojrzała na swoją wybawicielkę. Miała śliczną twarz o idealnie kobiecych rysach. Do tego pełne malinowe usta i błyszczące brązowe oczy. Ta uśmiechnęła się blado do blondynki i kiwnęła głową. - Co ty tu robisz?

- Nie ma za co... Jestem Erin - powiedziała cicho, po czym usiadła obok Debbie na łóżku. Dziewczyna pogłaskała ją czule po ramieniu. - Jestem przyjaciółką Dylan. Często tu przychodzę.

- Deborah... Siostra Stevena, którego pewnie znasz - mruknęła blondynka, dopiero teraz czując uderzenie w brzuch. 

- Ooo... To ty jesteś małą Adler. Axl o tobie wspominał. Twierdził, że Steven rządzi się w cały domu, wprowadza tu swoją rodzinkę i tak dalej. Nazwał cię zwykłą dziwką.

Na te słowa Debbie zaśmiała się, ale momentalnie syknęła z bólu, łapiąc się za brzuch. Jednak nawet wtedy ciągle uśmiechała się pod nosem.

- Cóż. O nim mogę powiedzieć to samo. Jakoś nie przypadliśmy sobie do gustu jak widać. 

Ciekawe co będzie jak zobaczy mnie Steven i reszta? Pewnie będę słyszeć tylko ciągłe "A nie mówiłem?", myślała Debbie, wyobrażając sobie piskliwy głosik brata jak w jakiejś taniej komedii. To dopiero będzie widowisko. Westchnęła, po czym wstała. Sebastian miał duże lustro na drzwiach, więc ustawiła się naprzeciw i delikatnie odsunęła dłoń od policzka. Skrzywiła się, widząc efekt wybuchu Rose'a. Zobaczyła krew sączącą się wolno ze skroni, a także kącika ust. Oko zaczynało jej puchnąć, nabierając czerwonawego koloru. Nie prezentowała się zbyt dobrze. Jeśli w ogóle jakoś się prezentowała. Deb posłała smutny uśmiech Erin, która nie wiadomo skąd wytrzasnęła waciki i wodę utlenioną. Nie zapowiadało się nic przyjemnego. Debbie dzielnie się wyprostowała, odsłaniając rany wojenne, by jej pielęgniarka uporała się z tym jak najszybciej. Erin bez słowa przemyła twarz dziewczyny, a blondynka zaciskała szczęki, byle tylko nie syczeć z bólu. 

- Już po - mruknęła po chwili brunetka.

- Dzięki - odparła Deb, uśmiechając się nikło i opuściła grzywkę, by ta opadła na prawą część twarzy. Siedziały tam już jakieś pięć minut, nikt nie dobijał się do drzwi, więc uznała, że teren był czysty. Odwróciła się i wyszła z pokoju, zostawiając Erin samą. Axla nie było nigdzie w pobliżu, więc mogła wrócić do chwili, gdy weszła do domu. Musiała rozpakować zakupy, które zostawiła przy drzwiach. Trochę pomyszkowała w kuchni, szukając miejsca dla produktów, gdy po kilku minutach za jej plecami stanęła już w pełni ubrana Erin. Chrząknęła, by zwrócić uwagę blondynki. 

- Ja będę się już zwijać. Axla na razie nie musisz się bać. Śpi. A tak w zasadzie jest w stanie omdlenia. Nie obudzi się szybko. Chłopaki będą pewnie za piętnaście minut. Cześć.

Debbie pomachała jej, Erin odpowiedziała tym samym i wyszła. Blondynka chwilę postała, patrząc w miejsce, gdzie jeszcze przed momentem stała dziewczyna i nagle przypomniała sobie, że ciągle jest w stroju kąpielowym. Wzięła torbę i tam też znalazła luźną bokserkę i szorty. Szybko wciągnęła to na kostium i zajęła w kuchni miejsce przy stole. Miała nad czym myśleć. Czuła się jak cholerne gówno. Tyle osób ją ostrzegało, powtarzało, żeby nie wchodzić temu rudemu pajacowi w drogę, ale głupia małolata jak zwykle nie posłuchała. Zawsze musiała postawić na swoim i przekonać się na własnej skórze, co rzadko, żeby nie powiedzieć nigdy, nie wychodziło jej na dobre. Powinnam zacząć się interesować zdaniem innych, a nie tylko swoim. Skończona ze mnie idiotka. Kurwa! Co powie Steven?!, krzyczała na siebie w myślach. Zakryła twarz dłońmi i schyliła głowę. Po chwili usłyszała trzask drzwiami. Uniosła wolno wzrok z zaciekawieniem. Mógł to być Axl, ale jakoś nie przyszło jej to w tym momencie do głowy. Była zbyt pochłonięta krzyczeniem na siebie w myślach. Nagle w koralikach w miejsce drzwi stanął Slash.

- Przenosimy imprezę do Heavenhouse, Bierk! O! - zamilkł, gdy zamiast rodzeństwa przy stole siedziała Debbie. - Co tam u ciebie, piękna?

Podszedł do dziewczyny i pocałował ją w policzek. Blondynka syknęła z bólu, po czym odepchnęła od siebie Mulata.

- Ej! Co jest? - spytał nieco zbity z tropu i przyjrzał się twarzy dziewczyny. - A co ty tu masz, do chuja?

- Nic godnego uwagi. Wywaliłam się pod prysznicem - fuknęła bardziej niemiło niż zamierzała, wstając i podchodząc do zlewu. 

- A-a. Nie żartuj sobie z wujka Slasha, bo doskonale wiem, że w tym domu nie ma prysznica - rzucił trochę żartobliwie chłopak. Cholera!, zaklęła w myślach blondynka i odwróciła się do Hudsona. Powiedziała mu wszystko jak było od momentu, gdy opuściła Hellhouse. Wyskok na plażę wolała jednak przemilczeć. 

- Przepraszam, że ciebie nie posłuchałam - dodała, wzruszając ramionami. Chłopak podszedł tylko i przytulił ją bez słowa. Po chwili usłyszeli kolejne kroki i odgłos otwieranych drzwi.

- Siema... - mruknął jak zwykle naćpany Izzy, ale gdy tylko spojrzał na twarz Debbie, otworzył szerzej oczy. - Co się stało? 

Debbie chciała odpowiedzieć, gdy podniósł dłoń karząc jej milczeć. 

- Wiem, co chcesz powiedzieć. Wszędzie poznam jego robotę. Powinien się jeszcze kurwa podpisywać. Pedał jebany... - rzucił. Slash spojrzał na niego zdziwiony. 

- Jeszcze nie słyszałem, żebyś mówił tak dużo. Takiego Izzy'ego jeszcze nie widziałem!

Czarny tylko wzruszył ramionami i stanął pod ścianą, odpalając chwilę później peta. Niedługo po nim do kuchennej zgrai dołączył również Duff. Zareagował podobnie jak Slash. Zrobił wielkie oczy i mocno przytulił Debbie. Mruknął jeszcze:

- Trzeba zabić skurwiela.

Jednak Izzy podłapał temat i powiedział, nie wyjmując papierosa z ust:

- E-e. Może i jest skurwielem, ale jest też zajebistym wokalistą. Do tego moim przyjacielem.

- Kurwa - skrzywił się Duff. - Masz ta święta racja.

Uśmiechnął się jeszcze raz do Debbie i rozejrzał po towarzystwie. 

- Aaaa... Nie wiesz może, gdzie jest Dylan? - spytał, przeciągając się i patrząc na blondynkę. Ta wzruszyła ramionami i zaprzeczyła ruchem głowy. Jednak nie musieli długo czekać, bo gdzieś z dworza doszedł do nich kobiecy śmiech doskonale im znany. Debbie mogła pójść o zakład, że właśnie nadchodzili Dylan ze Stevem. Nie myliła się. Chwilę potem przez kuchenne koraliki wpłynęli uśmiechnięci chłopak z dziewczyną. Siostra Bierk stanęła lekko zdezorientowana, patrząc po tych wszystkich ludziach stojących jak gdyby nigdy nic w jej kuchni. Izzy palił papierosa bez skrępowania, a Slash patrzył się na Duffa, który szczerzył się i machał do niej jak idiota. Pewnie znowu chodziło mu żelki, o które założyli się jakiś tydzień temu. Dylan westchnęła i spojrzała na blondynkę. Debbie stała oparta o zlew ze spuszczoną głową. Brunetka podeszła do niej, uśmiechając się promiennie. Jednak mina jej zrzedła, gdy zobaczyła, co się stało z jej przyjaciółką. Debbie nie musiała nic mówić, bo podobnie jak Izzy dziewczyna wiedziała, co się stało. Napłynęły jej do oczu łzy, a w tym samym czasie chłopacy uświadamiali Stevena, co go ominęło. Ten tylko złapał pierwszy  lepszy wazon, jaki wpadł mu w ręce i rzucił nim o ścianę.

- Steven! - krzyknęła oburzona Bierk, ale ten nie zwracał na nią uwagi. 

- Mówiłem kurwa, mówiłem, że nie powinnaś z nim rozmawiać, gdy nikogo z wami nie ma! Ale ty jak zwykle nie posłuchałaś! - wydarł się wściekły. Podszedł do niej i uniósł rękę w wiadomym celu. Dylan krzyknęła, któryś z chłopaków wrzasnął na Stevena. Wszystko zdawało się odbywać w zwolnionym tempie. Jednak po chwili Adler zawahał się, patrząc na twarz siostry, która wpatrywała się w niego obojętnie i opuścił dłoń ze zrezygnowaniem. Wyszedł z kuchni, zrywając przy tym koraliki i opuścił Heavenhouse z przekleństwami na ustach. Po tym zajściu Debbie patrzyła nieobecnym wzrokiem w pustkę. Nie mogła uwierzyć, że chciał ją uderzyć. Mimo, że wyglądała jakby miała to gdzieś, przejęła się tym bardziej niż mogłaby się domyślać. Jej brat. Zmienił się. Zawsze tak bardzo się o nią troszczył... Mimo oczywistych kłótni między rodzeństwem, ale mimo wszystko troszczył. Kiedy rodzice ich olewali, on i Saul zawsze byli. Saul był dla niej jak drugi starszy brat, a przez długi okres czasu na pewno jak najlepszy przyjaciel. Opiekowali się nią, gdy tego potrzebowała i pomagali jej.

- Rodzina przede wszystkim - powiedział jej kiedyś Steven, uśmiechając się. Siedzieli na jakiejś budowie i jak zwykle łamali swoją obecnością wszelkie zakazy. Steven potwornie uległ zmianie w tym głupim mieście, niekoniecznie na dobre.

- Kochanie... On nie chciał.

Z zamyślenia wyrwał blondynkę głos Dylan.

- Chciał. - Debbie wciąż patrzyła nieobecnym wzrokiem gdzieś w pustkę. Schowała w końcu twarz w dłoniach i zaczęła szybko oddychać. - Co za pojebane miasto - mruknęła niewyraźnie, po czym wyprostowała się. Spojrzała przepraszająco na czarną i wybąknęła:

- Najbliższym samolotem wracam do domu - powiedziała cicho, a Dylan otworzyła szerzej oczy i chciała coś powiedzieć, ale ktoś ją uprzedził.

- Nie wracaj... - powiedział Slash, zaciągając się papierosem od Izzy'ego.

- Saul, muszę. W całym moim życiu nie dostałam tylu zjebek od Stevena w tak krótkim czasie, rozumiesz.? Wszystko jest źle, pogarszam wam humory, psuje atmosferę, wkurwiam wokalistę. Muszę.

- Nie pierdol - uśmiechnął się rozbrajająco. - Już psujesz mi humor.

- Pewnie ma ciotę i dlatego gada głupoty - mruknął Duff, za co dostał z pięści w ramię od Dylan.

- To nie ciota, a okres się nazywa! - burknęła dziewczyna, patrząc groźnie na blondyna i podeszła do Debbie. - Lepiej idź do naszego pokoju i się prześpij. Za chwilę tam przyjdę.

Debbie pokiwała tylko głową i wyszła z kuchni, wlokąc za sobą nogi. W pokoju legła na materacu i gapiła się na Hendrixa. 

- Ty pewnie nie miałeś takich problemów, co? - spytała, ale Król jej nie odpowiedział. Westchnęła. Nie miała najmniejszej ochoty na robienie czegokolwiek. Nie czuła absolutnie nic, tylko czystą pustkę. Nie chciała też być dla Dylan i chłopaków obciążeniem. Pragnęła znaleźć wśród nich swoje miejsce. To wszystko. To dlaczego jej się nie udawało? Może po prostu tu nie pasujesz?, spytała samą siebie. Może masz rację... Po chwili usłyszała kroki z góry. Przekręciła głowę w stronę wyjścia z pokoju. Miała stąd idealny widok na schody, więc za chwilę miała się też przekonać, kto schodził. Zobaczyła Axla... Posłał jej tylko nienawistne spojrzenie, które przyjęła z twarzą wyzbytą uczuć i ruszył do kuchni.

***

Dylan stała zażenowana z Duffem, Izzy'm i Slashem. Wgapiała się nieumyślnie w wyjście, gdzie przed chwilą zniknęła Debbie, a wcześniej Steven. Chciała właśnie podejść i podnieść zerwane koraliki, kiedy ktoś wszedł do kuchni. Wszyscy spojrzeli w tamtą stronę. Zobaczyli Axla.

- Nie - zaczął Slash, widząc, co dziewczyna zamierza, ale zareagował za późno. Dylan szybko podeszła, złapała rudzielca za kołnierzyk, popchnęła na ścianę i mocno przywaliła pięścią w twarz. Wszyscy stali zszokowani jej reakcją, a także odkrytymi dopiero co pokładami energii, które tliły się w delikatnej brunetce.

- Jeśli jeszcze raz ją tkniesz, zrobisz jej cokolwiek, to tak ci zryję pysk, że cię kurwa nikt nie pozna! - krzyczała. Rudy patrzył na nią z lekkim uśmieszkiem, ale widać było po oczach, że się trochę przestraszył tego jej wybuchu. Dylan nigdy nikogo nie wyzywała, a tym bardziej biła. 

- No i po chuj bronisz tej małej suki? - spytał, szukając wzrokiem wsparcia u chłopaków. Jednak ci woleli nie wchodzić w drogę wkurwionej Dylan. Nie wiadomo, co mogła jeszcze zrobić. Wściekła gospodyni była nieprzewidywalna jak się okazało. - Widziałem jak miziała się dzisiaj z Bachem na plaży, gdy jechałem tu z Erin.

Po chwili zobaczył jak Dylan ponownie wybucha.

- Ty jebana ruda kurwo! Nie miziała! To mój kurwa brat i zostawiłam ich tam na chwilę! Nic pomiędzy nimi nie ma! Jeszcze raz wspomnisz o moim bracie w taki sposób to cię wykastruję! - wydarła się, korzystając ze swojego donośnego zachrypniętego głosu. Nawet Axl musiał przyznać, że zrobiła na nim wrażenie. Dylan już ponownie unosiła rękę, by go spoliczkować jednak Izzy zatrzymał ją i przycisnął do siebie. Ta wtuliła się w niego i wybuchnęła płaczem, który rozrywał wszystkim serca. Axl spojrzał na wszystkich z wrednym uśmiechem i bąknął:

- Obiła waszego wokalistę. Furiatka.

- Wokalistów w tym jebanym LA jest kurwa w chuj. Damy sobie radę, jeśli przyjdzie pora. I nie będziemy ubolewać na stracie męskiej dziwki - rzucił Slash, któremu od początku nie podobała się ta całą sprawa. Wkurwiony i obity Axl, zbita Debbie, wkurwiony Steven i wkurwiona Dylan. Wychodziło na to, że wszyscy byli wkurwieni. Albo pobici...

- Uważaj, co mówisz - warknął Axl, zaciskając pięści. Jak to możliwe, że stawali po stronie głupiej dziewuchy i srali się do niego?! Jeszcze zaczęli się stawiać i mu grozić.

- Bo co nam zrobisz, zjebie? - dołączył się Izzy czym zadziwił wszystkich. Zawsze był rozjemcą wszelkich sporów i nie trzymał żadnej ze stron. Widać coś się zmieniło w międzyczasie. Axl cały, aż się zagotował w środku, wyzwał wszystkich od dziwek i chujów, po czym wyszedł.

- Ufff... Było ostro, co? - rzucił po chwili Izzy z uśmiechem, czym rozładował napięcie. - Spokojnie, malutka. Już wszystko dobrze - dodał, poklepując delikatnie Dylan po plecach, jakby bał się, że dziewczyna znowu wybuchnie. Duff, Slash i brunetka patrzyli na niego z otwartymi szeroko oczami, zdziwieni tym, co powiedział. Widząc ich miny, wzruszył ramionami.

- No, co? Chciałem rozładować atmosferę.

- Nikt nic nie mówił, stary - rzucił Slash i poklepał czarnego po ramieniu, po czym znowu zapadła niezręczna cisza. W końcu Dylan poczuła, że zbyt długo znajdowała się w ramionach Stradlina, więc odchrząknęła i wyswobodziła się z jego uścisku.

- To ja pójdę do małej - rzuciła i wyszła z kuchni. Wiedziała, że zanim wyjdą, Gunsi splądrują jej lodówkę, zabierając nawet mrożonki. Zawsze tak robili. Westchnęła. Gdy weszła do pokoju, zastała Debbie rozwaloną na materacu z oczami wbitymi w sufit. Nic nie mówiąc, podeszła do dziewczyny i klęknęła obok.

- Już nigdzie się dziś nie wybieram - powiedziała, na co blondynka odpowiedziała jej słabym mruknięciem, nie odrywając wzroku od Hendrixa. Dylan czuła, że musi coś jeszcze powiedzieć, jednak nie za bardzo wiedziała jak ubrać w słowa swoje myśli. - Axl się tu prędko nie pokaże. Niedługo powinien wrócić Sebastian, więc nic nam nie grozi - mówiła powoli, obserwując reakcję Deb. Ta tylko pokiwała wolno parę razy głową na zgodę. Dylan w milczeniu przyglądała się blondynce z uwagą przez chwilę, aż w końcu położyła się obok niej i zaczęła patrzeć w Hendrixa.

***

Debbie złapała się na tym, że przysnęła. Po jej prawej leżała starsza z rodzeństwa Bierk. Brunetka spała. Wyglądała tak słodko, że Deb nie miała serca jej budzić. Jakoś wyplątała się i wyszła cicho z pokoju. Musiała odetchnąć świeżym powietrzem. Gdy otworzyła drzwi wejściowe, zobaczyła siedzącego na schodkach Izzy'ego, palącego papierosa. Słysząc ruch za plecami, odwrócił się i machnął jej głową.

- Co tu robisz? - spytała dziewczyna, wychodząc na zewnątrz i stając przed chłopakiem.

- Zostawili mnie na straży - mruknął chłopak, a Debbie spojrzała na niego ze zdziwieniem i nie mogąc powstrzymać śmiechu, spytała:

- Na straży?

Gdy Izzy pokiwał głową na potwierdzenie jej słów, wybuchła głośnym śmiechem. Co oni jeszcze ciekawego wymyślą?, pytała samą siebie, patrząc jak chłopak wstaje. Całe napięcie spowodowane niedawnymi wydarzeniami zleciał z niej jak powietrze z balona.

- Widzę, że nie mam już tu czego pilnować - mruknął, przeciągając się. Spojrzał na Debbie i dodał:

- Mała, widzę, że potrzebujesz czegoś dobrego od życia. Chodź ze mną, dam ci coś i pogadamy. 

Debbie kiwnęła głową, zgadzając się na propozycję. Wolała na razie zostawić Dylan, by ta spokojnie odespała dzień pełen wrażeń. Słyszała wszystko, co działo się w kuchni i wiedziała już, że Bierk sprzeciwiła się Axlowi, by jej bronić. Nie wiedziała, że hipiska będzie do tego zdolna. A jednak... Widać niewiele jeszcze wiedziała o Los Angeles i jej mieszkańcach. Zamyślona popędziła za Izzy'm i wskoczyła do jego śmiesznej fury z przyszłości. W ciszy zajechali pod Hellhouse, Izzy wysiadł, a Debbie dreptała za nim jak kaczuszka. Czarny poszedł na górę, więc blondynka sunęła posłusznie jego śladem. Zaprowadził ją do pokoju, gdzie zapewne sprawował dyktatorską władzę. Momentalnie po wejściu do Stradlinowej komnaty, Debbie uderzyła ściana z zapachu marihuany zmieszanego z wonią papierosów i alkoholu. Skrzywiła się lekko, na co Izzy posłał jej przepraszające spojrzenie, podszedł do szafy i wyjął z niej czystą bieliznę, skórzane spodnie i jakąś obcisłą koszulkę z logiem Def Leppard.

- Trzymaj. - Rzucił to wszystko w jej stronę, a Deb spojrzała na niego pytająco. - Wyglądasz jak jakiś kurwa beduin, co przylazł na wioskę prosto z pustyni - mruknął. - To ciuchy po mojej byłej. Chyba będą pasować.

- Odwróć się - poprosiła, a chłopak z głębokim westchnieniem posłusznie wykonał polecenie i wciąż zwrócony do niej plecami, usiadł  na łóżku. Deb szybko przebrała się w ciuchy, nie mogąc wyjść ze zdziwienia, że pasowały idealne. Z uśmiechem na ustach zasiadła obok i położyła mu dłoń na ramieniu.

- Dzięki, stary - mruknęła, po czym opadła na materac zbyt zmęczona, żeby zrobić cokolwiek innego. Dopiero teraz odczuła w pełni skutki konfrontacji z rudzielcem. Skrzywiła się. Izzy zerknął na nią przez ramię i rzucił:

- Możesz spać tutaj, ja prześpię się na kanapie na dole.

Blondynka szybko się podniosła i pokręciła przecząco głową.

- Nie ma mowy! To twój pokój. Ja jestem tylko... - zawahała się na chwilę, szukając odpowiedniego określenia. - Nieproszonym gościem? 

- Ta, nieproszonym. Sama mi się wbiłaś na chatę i jeszcze podpierdoliłaś ciuchy - rzucił ironicznie Stradlin, patrząc na nią jak na niedorozwiniętą.

- A nie możemy spać tu razem? Ja rozłożę sobie materac na podłodze, a ty będziesz spał na łóżku - mówiła, wzruszając ramionami.

- No, kurwa nie będę jakimś egoistą pieprzonym! Masz mnie za szowinistę?! Ja śpię na podłodze, ty na łóżku, jasne? - rzucił Izzy lekko zirytowany ich bezsensowną kłótnią i wyjął z szafki papierosa.

- No, dobra. Nie jestem z porcelany, ale nieważne - dodała nadąsana Debbie.

- Ale z ciebie babol - wymruczał Izzy, nie wyjmując papierosa z ust i szukając odpowiednich dźwięków na gitarze. - Chłopa sobie znajdź, a nie udawaj twardej. Slash mi się wydaje, jest jak znalazł.

- Chłop mi niepotrzebny - odpowiedziała nieco znudzona Debbie, odgarniając w tył włosy. - Same kłopoty przez was są. A Saul...  Widzę w nim tylko przyjaciela. Był dla mnie jak brat. Nawet jeśli miałabym o nim tak myśleć jak mówisz... Nie! Fuj! Nie potrafię czuć czegoś innego niż sentyment do człowieka, który był dla mnie kiedyś rodziną. - Zaśmiała się, widząc jak chłopak przy każdym jej słowie kiwał ze zrozumieniem głową. Chyba w ogóle jej nie słuchał. Jednak nie przeszkadzało jej to. Opowiadała dalej i nawet nie zauważyła, kiedy podczas opowiadania, Izzy usiadł na podłodze, a ona luźno położyła się na łóżku. Buzia jej się nie zamykała, nawet wtedy gdy powieki zaczęły jej niemiłosiernie ciążyć. Niedługo po tym odpłynęła i pogrążyła w słodkim śnie o wielkich kolorowych lizakach i fioletowych słoniach.

11 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebisty !
    I jeszcze tak szybko dodany....:D
    Czekam jak zwykle na kolejny !
    ~Lili

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ironów tu dodam jedynie w formie puszczanej z radia heh Ale db, że się podoba. Tylko Lili, serio. Wiesz jak wkurwiające są tak krótkie komentarze? xD

      Usuń
  3. Foch forever - jedyne co mogę teraz powiedzieć. Perry, powiedz mi, czy Ty jesteś wszyscy?! Nie, nie jesteś. Mówiłam Ci już, że lubię u Ciebie komentować, więc dlaczego na mnie nie poczekałaś?! Toż to jest zniewaga. Hańba Ci, i tyle. Ale z drugiej strony nie mogę się na Ciebie gniewać, nie, ja się gniewam na Evę, bo mi odeszła i teraz nie mam z kim się kłócić. ;____; Ale to nie oznacza, że przestałam mieć małego focha. Takiego tyci, tyci, ale mam. Przecież jak piszę, że robię sobie wolne od pisania i komentowania, to Ty się do tego nie zaliczasz! Czytaj uważnie, Perry, czytaj uważnie. XD
    Lecz teraz przejdę do rozdziału, a na tym początku (początku, taa...) powiem Ci, że komentarz nie będzie udany, bo nie potrafię go napisać. Czterodniowa przerwa od komentowania i już człowiek nie umie nic zrobić. Umieram. Ale - Mamy Debbie, która została OKROPNIE potraktowana przez Axla, a ja... A ja to pamiętałam! Ale czytałam, nie żeby coś. XD Ten rozdział akurat był dosyć, dosyć... Dosyć drastyczny, dlatego wrył mi się w mózg (dziwnie to brzmi, troszeczkę) i teraz znałam ich każdy ruch. Jak super, tajny agent. Jeszcze brakuje mi muzyczki i własnego serialu. Tylko, że to nie miało być o mojej karierze aktorskiej... I dostała. Dobra, każdy jej mówił, że ma się z nim nie umawiać, randkować, czy jak to się tam dzisiaj nazywa. Ale (!) oni mówili, że ma z nim NIE BYĆ, nie było tam ani słowa o rozmowach i przerywaniu mu seksu z Erin. Nic takiego nie mówili, więc o co chodzi, hm? No właśnie! Wygrałam! Lecz w tym momencie chcę odnieść się jeszcze do Sebastiana i chyba do poprzedniego rozdziału. Wiesz, czytałam je obydwa dzisiaj rano i trochę mi zlały w całość. Ten wypadzik na plażę podobał mi się od zawsze (?). W ogóle osobiście nie przepadam za urodą czy też za samym panem Bierkiem (nie żebym go nie lubiła czy coś, ale przejadł mi się, kiedy prawie wszędzie był), ale tutaj go lubię. Jest inny niż wszędzie i to dało mu plusa. Dlatego uważam, że powinien być z Debbie. I tak sobie teraz myślę, że on z którąś tam był, ale moja skleroza nie pomaga mi w przypomnieniu czy to była Debbie. Może...
    Lecz teraz pora na kogoś innego, a mianowicie - Dylan! Cieszy mnie to, że przywaliła naszemu panu Rose'owi, należało mu się w końcu. Sama bym chętnie to zrobiła, tak, tak. Ale skoro jesteśmy już w temacie bicia Axla, to Erin wykazała się tu zdolnościami! W ogóle to ją uwielbiam. Wszędzie i ogólnie. Dlatego nienawidzę jak ktoś robi z niej zwykłą dziwkę w opowiadaniach. A tutaj mamy panią Everly idealną. Taka mi się podoba i niech taka zostanie. Niech leje Axla i pomaga Debbie. Tylko, że ja miałam być w temacie Dylan, którą bardzo lubię, tak samo jak Erin. Ale już to chyba mówiłam, więc niepotrzebnie pisałam jeszcze raz. Jest trochę inna, fakt, ale może nawet lepsza...? Dobra, przecież ja wiem, co było później, ale możesz to zmienić. I w tym momencie nie wiem co zrobisz. ;______; Ale nie będę smucić, tylko przejdę do Izzy'ego, bo on również zasługuje na to, aby o nim wspomnieć. Steven też, ale to później. Także - Stradlin wykazał się dziwnymi umiejętnościami muszkietera ratującego damę. A moje porównania są dziwne, ale to każdy wiedzieć powinien. W każdym razie, nasz muszkieter zabrał damę do Hellhouse i tam się nią w (również) dziwny sposób zaopiekował. Tak nie Izzeuszowo. Ale dobrze, może siedzi w nim taki bohater. I w tym momencie przyszła pora na kolejnego bohatera rozdziału - Stevena Adlera. Proszę o brawa! Uuuu! Chciał uderzyć własną siostrę, co wygrywa? Nowy samochód marki: Wpierdol będzie. Każdy chce takim jeździć! Axl Rose również taki ma! A co. Przestaję popierać Adlera w tej jego nadopiekuńczości. Nie zasługuje na mój głos.
    Teraz pora na koniec, Perry. Odpowiedz mi na komentarz, bo nudzi mi się ostatnio, a czytanie blogów nie za bardzo mi podchodzi ostatnio. Także, do zobaczenia, mam nadzieję, że Eva jednak zdecyduje się wrócić. ;____; Weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faith, wybacz. Poniosło mnie. Już teraz będę na Ciebie zawsze czekała. Obiecankuję. Ale nie zrozumiałam pytania ‘Czy Ty jesteś wszyscy?!’ Ale w jakim sensie heh No, ale mam nadzieję, że zła energia po Tobie spłynęła i już jej nie ma. W każdym razie szkoda, że nie widziałaś mojej miny jak czytałam ten pierwszy akapit.

      http://s3.favim.com/orig/44/crowley-gif-king-of-hell-mark-sheppard-supernatural-Favim.com-373078.gif

      Wgl co z Evą? Czemu sobie poszła? O co kaman? Postaram się Ci jakoś wynagordzić moje przewinienie. Ej. Ale czuję się wyjątkowo! No, proszę! A myślałam, że znikasz na zawsze :o A tu takie buty! No, głównie dlatego nie czekałam.

      Ale powiem Ci, Faith, że dalej będzie sporo identycznych sytuacji z poprzedniej wersji, ale dodam inne, no i zmodyfikuję istniejące. Więc mam nadzieję, że nie zanudzę Cię na śmierć. Faith, idź na aktorstwo! Podobno śniłam się Parlay i grałam w jakimś filmie, a potem miałam profil na filmwebie xD Mogę iść z Tobą haha co do przerywania seksu, może było to dal nich nieistotne? Chuj ich tam wie i tę ich logikę. Oh, mój Bach jest spoko. Dziękuję bardzo. Padam do stóp i się tam rozkładam. Jakie teorie mi tu snujesz hehe xD Co do Erin to nigdy nie odbierałam jej jako jakieś dziwki. Jak już to Sejmurową. Ooo. Ta to mnie doprowadza do ekstazy xD Ej, w dodatku w sumie nawet trochę żal mi Erin. Za szczęśliwego związku z Rosem nie miała. Heh ciekawe czy ktoś miał od początku do końca. Sprawę Dylan pozwól, że przemilczę. Nasz Amadeusz Stradlin skojarzył mi się teraz z takim wampem, co sprowadza piękne dziewice do swojej nory, tam je uwodzi i na koniec wysysa z niej krew XD DA FAK, PERRY?! E-e… Sama siebie nie ogarniam. Adlera zmieniłam tu nieco. Nie jest szczęśliwym dziecięciem dragsów, no ale cóż.

      Mam nadzieję, że ta odpowiedź Cię satysfakcjonuje, Faith choć nie jest jakoś wyjątkowo długa ani wyczerpująca. Powiedz mi lepiej na kiedy chcesz nowy rozdział?

      Usuń
    2. Jestem Twoim konsultantem do spraw rozdziałów i opowiadania czy coś? XD Jak nie wyrocznia, to kiedy dodać rozdział... XD
      Teraz masz wolną rękę, bo skoro już skomentowałam to możesz szaleć. XD

      Usuń
    3. Szaleństwo full power! I tak, Faith. Lubię Cię jako mojego naczelnego wodza wioski Persiuksów

      Usuń
  4. Jak całe to opowiadanie ocieka nienawiścią do Axl'a. Perry jest normalnie w swoim żywiole. Jeszcze przez Ciebie przestanę Go lubić. A ja chcę lubić Axl'a. Mimo to jaki jest. Na prawdę.
    I w ogóle strasznie lubię to u Ciebie, że każdego z Gunsów jest po równo. Wszystkich jest tak samo dużo, a nie że jest ktoś pominięty. Nawet Steven i Izzy mają taką prawdziwą rolę, a nie że tylko ćpają i jedzą jak jest u innych.
    I jestem jak najbardziej za zdjęciami, bo te które dodajesz, są na prawdę ekstra. Ja nigdy nie pojmę jak Wy to potraficie poodnajdywać obrazki idealnie wpasowujące się do opowiadań. Podziwiam.
    Dobra uciekam, bo ludzie do domu wracają, a ja rzekomo cały dzień się uczę. Ughr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komplement, panno Ray :) Kłaniam się nisko w pas. A lub go sobie. Jeszcze zdąży być eeee przystępny, że tak to nazwę (?) Hah no bo Gunsi to Gunsi w całości, a nie jakieś jednostki. W końcu jak szaleć to szaleć! O. No, to będę wstawiać arty heh nawet te nie gunsowe ;D Same wpadają Perry'emu w ręce. Jak, nie mam pojęcia. Dzięki, Ray za odezwanie się :D

      Usuń
  5. Oooo ja pierdziulkam. Czo ten Axl? Ale zaraz, zaraz, powoooli! Nie. Akcja w kiblu jest totalnie chora. I Rose jest chory. Wierzę, że masz co do tego jakieś większe plany niż tylko rozkurwianie twarzyczek nadobnych dziewic z jego strony, bo, no... No to typowo-Axlowe jest! I takie niesprawiedliwe! No nie znoszę typa, nie znoszę, nie znoszę, nie znoszę! Jeszcze uśmiechnięta facjata MOOŻE się wybroni... Ale taka wściekła? (rzal bul emocje agresja D: ) No nie. No po prostu kur... Itp itd. Hm. W ogóle duffaq, Erin? Ej, chwila, chwila, co tam się dzieje? XD że niby ona jest jego dziewczyną? Ukochaną? Znajomą!? Dlaczego ruchali się w domu Dylan... W WANNIE DYLAN?! Ja rozumiem, przyjaźń, te sprawy... Ale oja. Biedna Dylan, moja kochana, mała Dylan! Ma wannę zaspermioną nasieniem zagłady!!! :OO
    Ta akcja z samoobroną Erin była dziwna xD no bo hm, lasia tak na luzie rozjebała mu lustro na bani. Swojemu... Chłopakowi? No, w każdym razie komuś, do kogo żywi jakieśtam uczucia, chyba że to taki friendship with benefits Xd Zrobiła to tak lekko, wdzięcznie i jeszcze spierdoliła z chaty hah. W ogóle to rozjebała mnie tym "Nie przejmuj się Axlem. Śpi". TAK, ERIN, smacznie zasnął XDDD Dobra jest gościówka, hehe, podoba mi się. Łiskacza dla tej pani, ej!

    HEAVENHOUSE XDDDD NIE MOGĘ. Dlaczego nikt wcześniej na to nie wpadł?! Dlaczego?!! Jak???
    Srak B|
    Bo to Perry jest Guru, o.

    "E-e. Może i jest skurwielem, ale jest też zajebistym wokalistą. Do tego moim przyjacielem", "Masz ta święta racja"? No co z Wami, Chłopy? D: Ej niee, nie kumam ich. Taki zajebisty znów to on nie jest... XD No jest. Ale są lepsi! Przyjacielem? YUCK!!!
    Nie chciałabym takiego ziomka w swoim wojsku, o nie o nie! Po takiej akcji wciąż go kochają? No to pfff. Chyba musi kryć się za tym jakaś grubsza sprawa. Jak to mówią pracownicy psychiatryka: nie jest pytanien CZY dostaniesz po ryju. Pytaniem jest KIEDY dostaniesz. Hie hie. Gansi wokół Axla to takie gostki trochę xd

    Ej. Czy słodkie Adlerątko chciało uderzyć swoją siostrę? Wtf? Nie rozumiem jego toku myślenia. No bo... Przyjrzyjmy się tej sprawie.

    http://weheartit.com/entry/124259868

    Nie no, bez sensu! Steven chyba postradał zmysły :( Bo tak: zezłościł się na Debbie, że nie posłuchała go w kwestii Axla -> dlaczego? -> bo skurwikłak ją uderzył -> więc co robi Steve? -> Próbuje uderzyć Debbie.

    http://data3.whicdn.com/images/149425135/large.gif

    Fuck logic.
    No, ale czekam na rozwój wydarzeń i mam nadzieję, że nie znielubię Adlera :D

    Izzy i jego "Ufff... Było ostro, co? No, co? Chciałem rozładować atmosferę." <- masters XD już widzę te duffaqi na twarzach pozostałych.
    http://img.pandawhale.com/99757-little-girl-wtf-gif-Imgur-7LhZ.gif

    Oł, kochany Izzy. Ten gościu to zawsze pocieszy. Ciuchy byłej? Ło, nawet bielizna. No nieźle. Ale ta scena jest cudna. Nie wiem dlaczego, ale jakoś tak... No nie wiem. Podoba mi się, tyle w temacie! Klimat zachowany.
    Ale Deb chyba nie wyjedzie, nie? Nie może!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dajcie trochę poszaleć tym ludkom. Niech się wyżyją. W końcu nie co dzień można przyjebać komuś z lustra, prawda? A ten rudy to tak łatwo nie zginie, więc mamy już 2 powody, dla których warto to zrobić. Zresztą dom Bierków jest domem wszystkim (nie, nie publicznym xD) I oboje – Erin i Axl są jej przyjaciółmi, więc why not? Wydaje mi się, że to nie powinien być jakiś wielki szok. No, jenka. A propos spermy to wyobraziłam sobie Dylan jak ubrana w gumowe rękawice, czepek i maseczkę szoruje domestosem xD Nie żebym sama to robiła…
      A co do Heavenhouse w sumie nie mam pojęcia dlaczego jeszcze nikt nigdy tego nie użył. Tia. Perry waszym Panem!
      Co do Izza to ciągle wspominam mojego wyśnionego Stradlina, który nie chciał dać mi fajki -_-

      Usuń